FELIETON: Namiastka prezydenta, zamiast namiastki sportu

Od dziś w wielu częściach kraju otwarte zostały boiska sportowe. Ale nie w Pile. Prezydent Głowski jak zwykle „coś przeczytał”, „coś usłyszał”, „coś mu podszepnięto” i uznał, że otwarcie boisk jest niebezpieczne. A jaka jest prawda?

Uzasadniając swoją decyzję Piotr Głowski powołał się na żużlową Ekstraligę oraz piłkarską Ekstraklasę. Zapewne buszując w sieci natknął się na artykuł na jakimś Onecie, biuletynie partyjnym PO czy innym Pudelku, w którym jak wół stało, że sportowcy przejdą badania, potem zostaną poddani kwarantannie i dopiero wówczas będą mogły wystartować rozgrywki ligowe. A skoro takich samych wymogów nie można zastosować wobec normalnych zjadaczy chleba, którzy chcą sobie pokopać piłkę na orliku czy porzucać do kosza, to prezydent uznał, że „szansa zarażenia jest bardzo duża”. Już pal licho, że nasz spec od wszystkiego jak zwykle podważył wszelkie badania, które mówią, że uprawiając sport na boisku otwartym ryzyko zakażenia jest skrajnie minimalne. On uznał, że jest bardzo duże. Koniec. Kropka.

Co więcej, okazuje się, że dla prezydenta Głowskiego przeczytanie ze zrozumieniem kilku zdań to wyzwanie. Biorąc pod uwagę jego kilkuletnią działalność dla mnie to nie zaskoczenie, bo wiedziałem o tym już dawno. Dla innych może być to szok. Wystarczyło bowiem zamiast Oneto-Pudelka przeczytać rządowe zalecenia w tej sprawie. Rząd pozwolił bowiem otworzyć od dziś obiekty sportowe, ale tylko pod pewnymi, bardzo rygorystycznymi warunkami. Przede wszystkim z boiska, nieważne czy to mały orlik czy wielki stadion, może jednorazowo korzystać maksymalnie sześć osób. Także je obowiązuje zasada dystansu społecznego, a więc nie mogą stać bliżej niż dwa metry od siebie. Co więcej, przed wejściem i po zejściu z boiska muszą zdezynfekować ręce oraz sprzęt. W skrajnych przypadkach dezynfekcja może dotyczyć nawet słupków bramek czy koszy, jeśli tylko któryś z uczestników ma z nimi kontakt. I najważniejsze, każde takie wejście należy zgłaszać administratorowi. Jasnym jest więc, że na orlikach czy innych boiskach na razie nie może toczyć się normalna rywalizacja sportowa, jak sugeruje prezydent Głowski. Zresztą Ministerstwo Sportu i Turystyki jasno podkreśliło, że organizacja turniejów czy innych wydarzeń sportowych nadal jest zakazana. Chodzi jedynie o rekreacyjne rzucanie do kosza, odbijanie piłki czy kopanie do bramki, a więc namiastkę sportu. Bezkontaktowo. W bezpiecznej odległości. Ze użyciem zdezynfekowanego sprzętu. Ale dla Głowskiego nadal takie zasady to „bardzo duże ryzyko”.

I nie trzeba chyba wspominać, że rząd umożliwiając korzystanie z obiektów sportowych zostawił furtkę tym samorządom, na terenie których sytuacja jest wyjątkowa, gdzie jest mnóstwo zakażeń i gdzie ryzyko rzeczywiście może być większe. Takie samorządy otrzymały możliwość podjęcia autonomicznej decyzji o nieotwieraniu boisk. A jak jest w Pile? Równiutkie zero zakażeń, a od samego początku pandemii dosyć spokojna sytuacja. Mimo to Głowski ponownie uznał, że „ryzyko jest bardzo duże”. Ale tak się kończy, gdy zamiast głosu mieszkańców i rozsądku głośniej w głowie brzmi głos partii.

1 thought on “FELIETON: Namiastka prezydenta, zamiast namiastki sportu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *