FELIETON: Strajk nauczycieli i nieudaczników

Jako dziennikarz, mam tę przyjemność, że spotykam nauczycieli pełnych pasji, którzy zarażają nią swoich uczniów, przekazują im wiedzę i sprawiają, że wejście w dorosłe życie będzie stosunkowo łatwe. Oni jak najbardziej zasługują na podwyżki i nawet nie o marne 1 000zł netto. Mam jednak świadomość, że zdecydowana większość strajkujących dziś nauczycieli to nieudacznicy, którzy w warunkach rynkowych byliby bez szans na godną pracę i płacę. Teraz i oni na plecach swoich kolegów, prawdopodobnie wywalczą podwyżki. Tylko za co?

 

Jednym z argumentów ZNP i strajkujących nauczycieli jest walka o lepszą edukację w Polsce. Zdaniem protestujących, obecnie najlepsi nauczyciele odchodzą z zawodu, by szukać godnego życia gdzie indziej. Skoro tak, to oznacza, że w zawodzie zostali sami słabeusze? Moim zdaniem nie, a przykłady przez lata pracy w dziennikarstwie mnożyły się. Poznałem nauczycieli zabierających swoich uczniów na wyprawy terenowe, prowadzących teatry szkolne, uczących miłości do języka ojczystego czy chociażby zarażających pasją do sportu. Tyle, że oni stanowią wyjątek, a nie regułę. Każdy z nas ma przecież obserwacje ze swoich lat szkolnych czy chociażby przekazywane przez obecnych uczniów. Z moich wynika, że nauczycieli siedzących w kącie, nie robiących nic ponad zwykłą przyzwoitość lub nawet nie osiągających takiego poziomu jest ok. 80%. I tacy nauczyciele śmią żądać podwyżek? Za co? Poza tym, w jaki sposób podwyżki mają podnieść poziom nauczania obecnych nauczycieli? Czy tysiąc złotych na rękę z marszu sprawi, że będą oni lepszymi nauczycielami? Śmiem wątpić. Jeśli rzeczywiście tak się stanie, to oznacza, że do tej pory do swej pracy nie podchodzili należycie. A jeśli nie zmieni się nic, to z jakiego tytułu oczekują podwyżek za tą samą, mizerną pracę? Gdyby oceniać pracę i na tej podstawie oferować podwyżki – wówczas podpisuję się każdą częścią ciała, ale za samo pierdzenie w stołki należy się figa z makiem.

 

Osobny wątek należy oczywiście poświęcić samorządowcom. Strajk można popierać lub nie, ale to, co po raz kolejny robi prezydent Piotr Głowski ponownie woła o pomstę do nieba. Dwa razy w roku, przy okazji ferii i wakacji w Pile realizowany jest składający się z kilkuset pozycji program dla dzieci, które zostają w mieście. Realizowany jest przez takie instytucje jak Regionalne Centrum Kultury, MOSiR, Muzeum Stanisława Staszica, Muzeum Okręgowe, Aquapark, biblioteki itd. Teraz, gdy sytuacja jest nadzwyczajna, a tysiące rodziców mają potężny problem ze znalezieniem opieki dla swoich dzieci, Piotr Głowski zaapelował jedynie do pracodawców, by ci pozwolili zabrać rodzicom dzieci do pracy. Normalnie, lek na całe zło. Rozumiem, że czasu na konkretne działania było mało, a stworzenie programu podobnego do „Wakacji w mieście” czy „Ferii w mieście” nie jest łatwe, ale dlaczego udało się w Złotowie, Czarnkowie, Trzciance, a jak zwykle nie udało się w Pile? Tam w mniejszym lub większym stopniu zapewniono dzieciom atrakcje, również na ostatnią chwilę. W Pile oczywiście nie da się. W tym kontekście coraz głośniej brzmią mi w uszach słowa wypowiedziane przez prezydenta Głowskiego podczas jednej z ostatnich konferencji prasowych, w których stwierdził, że jest w zasadzie tylko organem „gromadzącym dane i informacje”. I tak jeszcze cztery kolejne lata będzie gromadził te dane i informacje za pięciocyfrową kwotę co miesiąc. Coś mi się zdaje, że prezydent doskonale rozumie tych nauczycieli-nieudaczników, bo sam znajduje się na tym samym poziomie. 

1 thought on “FELIETON: Strajk nauczycieli i nieudaczników

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *