FELIETON: Z czego żyją lokalne media?

Nowy podatek to zamach na niezależne media. To próba ukrócenia wolności słowa. Najbardziej uderzy to w lokalne media. Takie komentarze pojawiły się wczoraj w sieci w związku z akcją „Media bez wyboru”. Czy rzeczywiście? Żadne z powyższych nie jest prawdziwe. Chcecie wiedzieć z czego żyją lokalne media? Zapraszam.

Na początek słowem wstępu – nie jestem fanem podatków, tym bardziej wprowadzanych hurtowo, pod różnymi przykrywkami, uderzającymi w kolejne grupy społeczne. Jest tego zdecydowanie za dużo i protestowi mediów, jako takiemu nie dziwię się. Każdy ma prawo wyrażać swoje niezadowolenie, walczyć o własną kasę. Tyle, że jak słyszę, że to zamach na lokalne media czy na wolność słowa, to krew mnie zalewa. Warto więc wyjaśnić, że podatek od reklam dotknie tylko tych, którzy zarabiają na nich naprawdę grube miliony. Nie ruszy on żadnej lokalnej redakcji, bo te nigdy nie osiągną minimalnych przychodów określonych w projekcie. Dla przykładu, 5-procentowy podatek od reklam w internecie zapłacą tylko ci, którzy w zeszłym roku obrotowych na całym świecie zanotowali ponad 750 mln euro wpływów, a w Polsce – powyżej 5 mln euro przychodów z reklam internetowych. Trzeba spełniać oba warunki jednocześnie. Jak więc widać, nikt w Pile czy pewnie nawet w Polsce prowadząc lokalne media nie będzie w stanie zbliżyć się do tego progu. No dobrze, ale najważniejsze pytanie wciąż pozostaje otwarte – z czego żyją pilskie media?

Z niczego

Z taką sytuacją mam do czynienia ja, jako prowadzący twoja.pila.pl i 77400.pl. W tym roku wpływy z reklam wyniosły równiusieńkie, lśniące i okrągłe zero złotych. I wiecie co? Dobrze mi z tym. Żaden Janusz czy inny Paweł W. nie zarzucą mi, że sprzedaję się jednej czy drugiej stronie, bo mi płaci. Nie płaci nikt i wcale mi ta sytuacja nie przeszkadza, bo mam inne obowiązki, z których się utrzymuję, a portal prowadzę, żeby pokazać, że media mogą być czyste. Czy zawsze było tak, że nie dostawałem złamanego grosza? Nie, to oczywiste. Różne zlecenia na publikację materiałów od czasu do czasu się pojawiały i byłbym głupcem, gdybym je odrzucał tylko dlatego, że – jeszcze raz – internetowy Janusz czy Paweł W. zarzucą mi sprzedawanie się. Czy te kwoty mogły wpłynąć na przymykanie oczu na niektóre sprawy, mogły powodować, że stanę się marionetką? Tu każdy może odpowiedzieć sobie sam, bo zapewne każdy ma swój poziom finansowy, od którego da się go „złamać”. Dla mnie takimi kwotami z pewnością nie jest 200 czy 500zł, a właśnie takie pojawiają się najczęściej, jeśli pojawiają się w ogóle. A nawet, gdybym dostawał tyle, ile Tętno Regionu z Urzędu Miasta Piły i podległych mu spółek, to nie wpłynęłoby to na moją ocenę, bo jak już wspomniałem – nie mam presji, by portal był moim źródłem dochodu. Zresztą z tego co pamiętam, to swego czasu niestrudzony dziennikarz śledczy, niejaki pan Mostowski (ten od spadających gaci) próbował dowiedzieć się ile to siana Kuźmicz dostaje z tytułu reklam. Nie chcę mylić faktów, ale chyba był wspierany w tym swoim dochodzeniu przez pana Zdzierelę. Z tego co wiem, odpowiedź otrzymali, ale nigdzie jej nie upubliczniali. Prawdopodobnie dlatego, że otrzymana kwota nie pasowała pod ich z góry założoną tezę, jakoby można było mnie kupić 😉 Ale próbujcie dalej towarzysze.

Z kasy właściciela (w przeważającej części)

To system, który może się sprawdzać lub być bardzo zgubnym. Wszystko zależy…od właściciela. Jeden będzie wchodził z buciorami i próbował wpływać nie tylko na treść artykułów, ale także na wybór tematów. Pamiętam z czasów krótkiej kariery na jednym z portali informacyjnych, że taki styl preferował właściciel lokalnej telewizji, który bez pardonu częstował mailami dzieląc się swoimi spostrzeżeniami na temat tego, który materiał mu się podobał, a który nie (z naciskiem na to drugie). W Pile jednak ten system, moim zdaniem, sprawdza się. Sam pracuję w gazecie, która ma właściciela, osobę, którą można wskazać z imienia i nazwiska. I nigdy nie dostałem choćby jednej informacji od niego, żeby coś napisać lub coś pominąć. Wydaje mi się, że na podobnych zasadach działa jeden z portali internetowych, który także w dużej mierze jest utrzymywany z kasy właściciela. Zdarzają się wprawdzie czasami dziwne materiały, jak np. relacja z puszczania kaczek przez trzy osoby, ale niekoniecznie musi to być ingerencja właściciela. Ci raczej trzymają się z boku

Z reklam (w przeważającej części)

Ta część tak naprawdę dotyczy całego tego „podatku od mediów”, bo w końcu to od niej ma być płacony. I teraz zadajcie sobie pytanie, ile tych reklam pilskie media publikują w miesiącu i czy z wpływów z nich są w stanie utrzymać kilku-, czasami kilkunastoosobową redakcję? Odpowiedź brzmi: nie są. Niektórzy na tym rynku radzą sobie lepiej, inni gorzej, ale nikt nie byłby w stanie utrzymać się tylko z tych reklam. Wejdźcie sobie na pierwszy lepszy portal informacyjny, nie wiem, najlepiej wybierzcie jakiegoś lidera informacji, żeby była wyższa półka. Ile reklam tam widzicie? Da się z tego utrzymać kilkunastoosobową redakcję?

Ze współpracy z samorządami (w przeważającej części)

I to jest właśnie główne źródło dochodu większości pilskich redakcji. Czy wszystkich? Pewnie nie, ale z pewnością zdecydowanej większości. To z tego utrzymuje ludzi, serwery, ponosi koszty wynajmu biur itd. Pamiętam rozstanie w jednej z gazet. Przyjacielskie, bez żadnych emocji, z szacunkiem. Kilka dni później zacząłem już kolejną pracę, w innej redakcji, więc naturalna kolej rzeczy. Po czym dowiedziałem się, że pani redaktor, która pojawiła się w tej samej redakcji jakiś czas później rozpowiada, iż zostałem wyrzucony. Spoko, może miała inną wersję niż ja, może to mnie wprowadzono w błąd, a nie ją. Dużo bardziej prawdopodobne wydaje mi się jednak, że wysyłała sygnał w świat „Hej, nie mamy już Kuźmicza, który tak bardzo niektórym przeszkadzał. Już możecie dawać sianko na naszą redakcję z publicznych pieniędzy”. Zresztą pierwszy materiał po powrocie owej dziennikarki, którego BOHATEREM i to przez duże B był prezydent Piotr Głowski był jakby pięknym uzupełnieniem tych działań.

I teraz kolejne pytanie dla tych, którzy lubią sami szukać odpowiedzi: czy bez tej kasy redakcje by przeżyły? A czy skoro zdają sobie sprawę, że nie, to czy nie są uwiązane na smyczy, którą prowadzi pan, czyli właśnie przedstawiciele owych samorządów, które tak sowicie płacą za miejsca reklamowe czy po prostu publikowanie materiałów w owych mediach? Czy taka redakcja, dajmy na to Tętna Regionu, która większą część swoich przychodów generuje dzięki współpracy z urzędami i podległymi im jednostkami byłaby w stanie zrezygnować z tych pieniędzy i utrzymywać się z innych źródeł? Czy to jest niezależne lokalne dziennikarstwo, które ten podatek miałby zniszczyć? Jeśli tak, to byłbym w stanie go zaakceptować. I to w zdecydowanie wyższej formie.

2 thoughts on “FELIETON: Z czego żyją lokalne media?

  1. Argumentacja wydaje się rozsądną, co sprawia że na krzyk mediów należy spojrzeć spokojniej i z pełną wiedzą o problemie. Z tej pozycji wygląda, że wszyscy chcą rozbudzić emocje, czyli jak zwykle. Wielkość wpłat powala…

  2. Skoro za reklamy na tym portalu nie są pobierane żadne pieniądze, to czy mogę tu umieścić nieodpłatnie baner swojej firmy, najlepiej obok powiatu pilskiego?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *