FELIETON: #RUSZCIEtyłki

Ileż to w ostatnim czasie narzekania, że firmy upadają, że pracownicy nie mają co jeść, że dopłaty do biznesów powinny być tu i teraz, a w dodatku 10 razy większe niż proponuje rząd. Tylko czy rzeczywiście ci, którzy najgłośniej krzyczą przymierają głodem? Śmiem wątpić.

Już w czasie pierwszej fali pandemii na naszym pilskim podwórku jednym z najgłośniej krzyczących o tym, że rząd nie pomaga przedsiębiorcom był właściciel jednej z pilskich kablówek. Jego oczekiwania były proste: więcej kasy dla firm. Tylko czy rzeczywiście telewizje kablowe w tym okresie aż tak mocno odczuły kryzys? Czy abonenci byli tak przyciśnięci do muru, że w drżących dłoniach trzymali listę wydatków na dany miesiąc i z bólem serca skreślali z niej kablówkę? No chyba nie bardzo. Po prostu gruby chciał się spaść jeszcze bardziej, czekając na podane na tacy pieniądze.

W nieco innej sytuacji jest branża gastro. Tu sytuacja z pewnością jest dramatyczna, bo po prostu została ona wyłączona na jakiś czas, a gdy mogła funkcjonować, to klientów było znacznie mniej niż w czasach przed pandemią. Tu frustrację po części więc rozumiem i nie uznaję argumentu, który często jest podnoszony, że branża gastro wcześniej wypracowała sobie takie zyski, iż powinno wystarczyć także na złe czasy.

Irytuje mnie jednak fakt, że i tu znajdą się osoby, które częściej wymawiają słynne „daj, daj, daj” niż zastanawiają się co sami mogą zrobić, by nie było aż tak tragicznie. Przykład? W ostatnią sobotę miała miejsce pierwsza odsłona akcji #muremZAgastro. Na miejscu pojawiły się cztery firmy z branży gastronomicznej. CZTERY. Zdaję sobie sprawę, że taka jednorazowa pomoc niewiele zmieni, ale zawsze jest to okazja, by choć trochę pomóc sobie, zamiast tylko czekać z wyciągniętymi rękoma na pomoc innych.

W dokładnie takiej samej, jeśli nie gorszej sytuacji znaleźli się niedawno sprzedawcy kwiatów. Z dnia na dzień zamknięto cmentarze, więc wydawało się, że zostaną z niczym, a w zasadzie z potężnymi długami, bo swoje na zakup „materiałów” musieli wcześniej wydać. Niemal ta sama grupa ludzi co w akcji #muremZAgastro postanowiła im pomóc i zorganizować bliźniaczą inicjatywę. Odzew był taki, że plac Staszica zajęty był niemal w całości przez sprzedawców, a najszybsi kwiatów pozbyli się w kilkanaście minut. Tylko, że oni nie czekali, aż ktoś da im coś za darmo, tylko zakasali rękawy i ruszyli do pracy. Zarobili sami na siebie, zamiast iść na łatwiznę.

#ruszcietyłki

Foto: Tarpil

1 thought on “FELIETON: #RUSZCIEtyłki

  1. Ja zamierzam zrezygnować z „jednej z pilskich kablówek”, ale nie dlatego, że mnie nie stać, tylko ze względu na zaangażowanie polityczne tej kablówki (i jej medium internetowego) po stronie totalnej opozycji i ruchów proaborcyjnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *